Świetna lista sukcesów transferu technologii w Emory University

Uwielbiam czytać informacje z biura transferu technologii na Emory University z Atlanty, USA. Doskonale podane na talerzu, świetna komunikacja za pomocą mediów społecznościowych i co najważniejsze, duży track record czyli doświadczenie i wiele „success stories” w transferze technologii. Zresztą zobaczcie sami, co niedawno opublikowało ich OTT. To jest po prostu niesamowite!

EmoryUniversityOTT_trackrecord

Kalifornijska Sprawa 37

Kiedy we wtorek 6 listopada Amerykanie będą wybierać nowego prezydenta, w Kalifornii wyborcy dodatkowo zadecydują w referendum o losach Sprawy 57, która ma znaczenie przede wszystkim dla amerykańskiego przemysłu agrobiotechnologicznego i oczywiście konsumentów. Pod tą dziwną nazwą kryje się bowiem głosowanie nad tym, czy władze stanu Kalifornia powinny wprowadzić obowiązek znakowania żywności zmodyfikowanej genetycznie.

Propozycja 37 nazywana jest oficjalnie „inicjatywą dotyczącą obowiązkowaego oznaczania żywności zmodyfikowanej genetycznie”, ale niektórzy mówią wprost o „ustawie o prawie do wiedzy nt. żywności zmodyfikowanej genetycznie”.

Jeśli więcej niż połowa uprawnionych do głosowania opowie się za Sprawą 37, rząd federalny będzie zmuszony:
- wprowadzić specjalne oznaczanie żywności (zarówno nieprzetworzonej jak i przetworzonej), jeśli pochodzić będzie ona z roślin lub zwierząt zawierających materiał genetyczny zmodyfikowany przy pomocy inżynierii genetycznej;
- zakazać oznaczania i reklamowania takiej żywności jako „naturalnej”.

Wyłączona ze skutków działania nowych przepisów miałaby być żywność, która:
- jest certyfikowana jako organiczna;
- w sposób niezamierzony produkowana jest z półproduktów zanieczyszczonych GMO;
- wyprodukowana jest ze zwierząt zawierających zmodyfikowany genetycznie materiał, ale samych nie będących GMO;
- przetwarzana jest obok żywności GMO lub podczas przetwarzania będzie zawierać niewielkie ilości składników GMO;
- będzie podawana jako lek w celu leczenia schorzeń medycznych;
- będzie sprzedawana do natychmiastowej konsumpcji np. w restauracjach;
- będzie napojami alkoholowymi (które podlegają odrębnym regulacjom).

Zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy Sprawy 37 wytoczyli przeciw sobie najcięższe działa. Gra toczy się bowiem o bardzo duże pieniądze. Przeciwnicy zarzucają, że nowe przepisy zawierają wiele wyjątków i są po prostu dziurawe, gdyż nie będą dotyczyć całej żywności, a dodatkowo nałożą na administrację publiczną dodatkową pracę, czyli wprowadzą jeszcze większą biurokrację kosztującą podatników miliony dolarów rocznie.

Jak można się było spodziewać, pojawiły się również zarzuty, iż część osób – przedstawianych jako szacowni profesorowie – oponujących sensowność wprowadzenia nowych przepisów jest związana z Uniwersytetem Kalifornijskim w Davis czy Berkeley, która to uczelnia jest jedną z najlepszych na świecie w dziedzinie badań i komercjalizacji nowoczesnych biotechnologii, jak również otrzymują rokrocznie milionowe granty od koncernów agrobiotechnologicznych, a profesorowie są na „liście płac” tychże firm.

Z argumentami jednej i drugiej grupy można zapoznać się TU (zwolennicy nowych przepisów) i TU (przeciwnicy Sprawy 37).

Czy podawanie informacji na opakowaniach, iż żywność jest pochodzenia GMO, będzie konieczna i czy to coś ewentualnie zmieni w przyzwyczajeniach amerykańskich konsumentów, którzy od prawie 20 lat codziennie spożywają duże ilości produktów GMO (pierwsze produkty GMO zostały wprowadzone na rynek w USA w połowie lat 90-tych ub. wieku), czas pokaże. Niekoniecznie jutro, bo może się okazać, że od głosów wyborców ważniejsze będą argumenty prawne w długich, niekończących się bataliach sądowych toczonych przez zwolenników i przeciwników Sprawy 37.

Projekty biotechnologiczne w wynikach POIG 1.4

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju poinformowało o zakończeniu oceny merytorycznej wniosków o dofinansowanie projektów w  konkursie POIG 1.4 w 2012 r. Do dofinansowania zostało rekomendowanych 116 projektów na łączną kwotę 585,7 mln PLN. Sprawdźmy, ile z nich można zaliczyć do obszaru biotechnologia-farmacja-ochrona zdrowia.

Policzyłem, ile projektów MSP (małych, mikro- i średnich przedsiębiorstw) oraz dużych firm (non-MSP), które otrzymały dofinansowanie NCBiR, pochodzi z obszaru biotech-pharma-healthcare.

W tej pierwszej grupie 11 projektów MSP (czyli 14,5% spośród 76) otrzymało dofinansowanie na sumę 46.812.893,00 mln PLN (co stanowi 11,6% całkowitej alokacji środków). Nie jest to dużo, przy czym warto dodać, że np. taka nanotechnologia to już w ogóle się chowa. Spośród 11 projektów, 5 zakwalifikowałem do projektów biotechnologicznych, 4 do ogólnie rozumianej ochrony zdrowia (diagnostyka, IT, urządzenia medyczne), a 2 to projekty farmaceutyczne. Tutaj jednak polegałem bardziej na wyczuciu, ponieważ ograniczenie polegało na tym, że w ogłoszonych wynikach podawane są jedynie ogólne tytuły projektów, z których np. trudno wnioskować, czy dany lek będzie drobnocząsteczkowy czy tworzony metodami biotechnologicznymi.

Jakie jeszcze informacje przynosi najnowsze rozstrzygnięcie NCBiR? 3 projekty biotechnologiczne MSP otrzymały pozytywne rozstrzygnięcie swoich wniosków (na 24 projekty), ale niestety, zabrakło na nie pieniędzy, alokacja środków wyczerpała się, czyli ogólnie mówiąc, miały pecha (za mało punktów).

15 projektów MSP (wśród nich 4 biotech, 9 pharma i 2 healthcare) nie spełniło kryterium oceny i nie otrzymało dofinansowania (czyli 24,6% spośród 61 takich projektów). 1 projekt został wycofany przez wnioskodawcę.

Jeśli natomiast chodzi o firmy inne niż MSP (czyli powiedzmy sobie szczerze, w Polsce duże firmy biotech i pharma to na pewno Bioton, Adamed, Polpharma oraz kilka inny rodzimych firm farmaceutycznych) to finansowanie uzyskało 7 (17,5%) z 40 projektów (wśród nich 2 biotech, 2 pharma i 3 healthcare). Projekty te otrzymały łączne dofinansowanie w wysokości 30.658.686,91 mln PLN (co stanowi 16,9% całkowitej alokacji środków w tej grupie).

3 z 10 projektów non-MSP (2 biotech i 1 healthcare) nie spełniło kryteriów i nie uzyskało dofinansowania.

Podsumowując, poniższe wykresy pokazują:

…ogólną liczbę wszystkich złożonych projektów biotech-pharma-healthcare

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
…oraz liczbę projektów, które ostatecznie otrzymały dofinansowanie.

Co tam słychać w sejmowej Komisji ds. Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii?

Pod koniec 2010 roku, po kilku miesiącach od szumnych zapowiedzi, z wielkim impetem ruszyła sejmowa Komisja ds. Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii (INT). Ostatnio można jednak zaobserwować zastój, brak prac i posiedzeń. Dlaczego z Komisji uszło powietrze?

Komisję powołano na wniosek SLD, a jej szefem został przewodniczący tej partii, Grzegorz Napieralski. Komisja INT miała zajmować się m.in. informatyzacją i rozwojem społeczeństwa informacyjnego (i to był lansowany w mediach priorytet – przy okazji, teraz ma powstać w sejmie również komisja ds. administracji i cyfryzacji), ale miała również nie stronić od poruszania problematyki szeroko rozumianej innowacyjności i problemów związanych z wdrażaniem innych nowych technologii.

Pierwsze posiedzenie Komisji, składającej się na chwilę obecną z 17 posłów, miało miejsce 29 października 2010 roku (czyli prawie dwa lata temu – kiedy piszę ten tekst). Ostatnie posiedzenie odbyło się 15 września 2011 roku. Wynika z tego, że komisja INT pracowała niecały rok i tak jakby od roku… nastąpił szum w eterze. W ciągu ostatnich 104 tygodni odbyło się tylko 31 posiedzeń komisji – średnio raz na 3 tygodnie. Tak przynajmniej wynika z oficjalnych danych ze strony Komisji , choć znalazłem dodatkowe informacje, jakoby Komisja INT spotykała się również w 2012 roku (np. tu i tu i tu).

Jesli chodzi o skład Komisji, to zdając sobie sprawę, że większość posłanek i posłów to prawnicy, politolodzy czy ekonomiści, mimo wszystko jestem zaskoczony obecnością w niej aż 6 posłów, którzy z racji swojego wykształcenia czy wykonywanego zawodu mogą nieco odbiegać od zrozumienia zagadnień innowacyjnych technologii. W Komisji znajdziemy bowiem dwóch politologów, dwóch historyków, kulturoznawcę i posła określającego się  mianem samorządowca z krwi i kości. Pozostali członkowie to w dużej mierze inżynierowie lub ekonomiści (w tym również prywatni przedsiębiorcy). Przeważają zatem zawody/wykształcenie mocno techniczne: budownictwo, górnictwo, inżynieria sanitarna, budowa maszyn, elektronika. Jedynie posłowie Suski i Godson (obaj PO) mają przynajmniej podstawy nauk ogólnie przyrodniczych (ogrodnictwo oraz nauki rolnicze i weterynaryjne). Nie ma żadnych przedstawicieli nauk ściśle medycznych, biologicznych ani chemicznych. Wszystko to oczywiście może mieć wpływ na przedmiot działania Komisji.

Osobiście więcej spodziewałem się po pracy posłów (w Komisji nie ma i od początku nie było żadnej posłanki). Przede wszystkim sądziłem, że członkowie Komisji INT zajmą się również dyskusją nt. nowoczesnych biotechnologii, nanotechnologii, technologii biomedycznych, materiałowych, a nie głównie kwestiami informatyzacji kraju (domyślam się, że IT czy ogólnie sektor ICT to taki temat-konik posłów Napieralskiego, Kaźmierczaka i Piechocińskiego, kierujących pracami Komisji).

Sprawdziłem, jaka była tematyka dotychczasowych 31 posiedzeń Komisji. Wydzieliłem trzy główne obszary zagadnień, jakie były poruszane:
A: innowacje i innowacyjność kraju (zagadnienia takie jak: transfer technologii, polityka innowacyjna, własność intelektualna, programy operacyjne UE)
B: ICT/IT (informatyzacja, kwestie infrastruktury IT, e-administracja)
C: nowe technologie (biotechnologia, biomedycyna, nowe materiały, nanotechnologie i in.)

Jak zatem rozkłada się tematyka poszczególnych posiedzeń Komisji?
A: 2, 3, 5, 7, 8, 14, 16, 17, 18, 19, 22, 23, 24, 28, 30
B: 4, 6, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 20, 21, 25, 27, 29
C: 26
inne: 1, 22, 31

Po co w ogóle piszę o tej Komisji?

W to, że będzie ona miała moc sprawczą i za pomocą jednego czy drugiego dekretu zrobi z Polski superinnowacyjny kraj, nie wierzyłem od samego początku jak tylko zaczęła ona funkcjonować. Kolejny młyn na wodę Grzegorza Napieralskiego, który marzył o powołaniu Ministerstwa Innowacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że Komisja ds. Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii pełni ważną w polskiej polityce funkcję – czyli buduje odpowiedni PR. To też jest potrzebne, tym bardziej polskiej nauce. Każde dodatkowe miejsce, gdzie można lobbować i tłumaczyć posłom o konieczności inwestycji w innowacje (nie tylko w nowoczesne biotechnologie) jest ważne. Komisja ds. Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, jako że zasiadają w niej posłowie, jest znacznie bliżej stanowienia konkretnych rozwiązań niż wszelkiej maści stowarzyszenia czy zespoły interdyscyplinarne, które właśnie tutaj mogą przynajmniej spróbować lobbować we własnej sprawie. „Spróbować” to właściwe słowo, bo czy ostatecznie Komisja jest dla posłów czy odwrotnie, czas pokaże.

Google coraz bardziej zainteresowany biotechnologią

Google Ventures to oficjalna spółka venture capital należąca do Google inwestująca w nowe internetowe startupy, jak również w młode firmy sektora high-tech. Wystartowała ona w 2009 roku z funduszem na inwestycje w wysokości 100 mln USD (tyle samo w 2010 roku i 200 mln USD w 2011). Całkiem niedawno na antenie CNBC wspólnik zarządzający spółki William Maris zapowiedział nowe inwestycje w wysokości 1 mld USD w ciągu następnych 5 lat przede wszystkim w sektory inne niż internetowe, a więc głównie w biotechnologię, energię odnawialną czy nanotechnologię.

Google Ventures (GV) w 3,5 roku zainwestowała w ponad sto startupów, w tym w 7 firm z sektora life science (wliczając w to 23andMe założony w 2007 roku m. in. przez Ann Wojcicki – żonę Sergeya Brina, współtwórcę Google). Większość z tych firm porusza się w obszarze analizy i zarządzania danymi dla ochrony zdrowia, cloud computingu, rozwiązań online dla branży B+R. Nie dziwi mnie to, biorąc pod uwagę obszar działania samego Google, czyli IT oraz duże zainteresowanie koncernu z Mountain View telemedycyną, e-zdrowiem i analizą ogromnej ilości danych pochodzących z genomicznych badań wysokoprzepustowych związanych z medycyną spersonalizowaną. Można się zatem spodziewać, że kolejne inwestycje również w dużym stopniu (ale nie całkowicie) będą dotyczyły bioinformatyki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziwi mnie natomiast jedynie 7 inwestycji w sektory life science. Google ma taki potencjał i tyle kapitału, że byłby w stanie wesprzeć nawet 1000 startupów w ciągu kilku dni. Początkowa inwestycja w 23andMe stanowiła zaledwie ok. 1/800 ceny zakupu potentata rynku reklamy mobilnej DoubleClick przejętego za 3,1 mld USD. Oczywiście należy pamiętać, że zapotrzebowanie na kapitał początkowy przez firmy biotech, szczególnie prowadzące badania nad nowymi lekami, jest nieporównanie większe niż internetowych startupów. Inwestycje te są również długoterminowe. I tutaj na pewno Google Ventures jest w stanie zapewnić niezbędny kapitał jako koinwestor.

Inwestycje Google’a w life science:
(opracowanie własne: hl/BiotechBlog.pl)

A wracając do zapowiedzi Williama Marisa, GV będzie rozglądać się za nowymi okazjami do inwestycji w sektorze life science szukając przedsiębiorców, którzy dosłownie nie widzą rzeczy niemożliwych do zrealizowania. Jak podkreślił Maris, Google  poszukuje ludzi, którzy chcą zmienić świat na lepsze i tym się różni od klasycznych inwestorów VC. Co zatem na pewno zainteresuje zespół inwestycyjny GV? Prace badawcze nad wydłużaniem życia, kriogenika i nanotechnologia.
 

Konkurs EuropaBio na najbardziej innowacyjną firmę biotechnologiczną

Do 30 czerwca 2012 r. małe i średnie firmy biotechnologiczne z krajów członkowskich i stowarzyszonych z UE mogą nadsyłać swe zgłoszenia na doroczny konkurs Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Biotechnologicznego (EuropaBio) na najbardziej innowacyjne MŚP.

Nagroda główna konkursu Most Innovative European Biotech SME Award to 10.000 euro, jak również dwuletnie członkostwo w EuropaBio warte 5.000 euro i dające duże możliwości międzynarodowego networkingu.

W 2011 roku nagrodę główną zdobyła holenderska firma Prosensa Therapeutics, która posiada jeden z najbardziej zaawansowanych na świecie programów badawczych w rozwoju terapii dystrofii mięśniowej Duchenne’a (DMD). Jest to wrodzona, rzadka i jak na razie nieuleczalna choroba genetyczna wieku dziecięcego objawiająca się zanikiem mięśni około 12 roku życia. Osoby zdiagnozowane z DMD dożywają średnio 25-30 roku życia i przez większość swojego życia są zdane na wózek inwalidzki i pomoc innych osób. Prosensa opracowała terapeutyk znajdujący się w III fazie badan klinicznych.

Pozostałymi finalistami roku 2011 byli:
AiCuris GmbH & CO. (Niemcy) rozwija leki pomagające zwalczać szpitalne zakażenia opornymi bakteriami.
Biocentras (Litwa) koncentruje się na badaniu i stosowaniu biokatalizy do walki z zanieczyszczeniem ziemi i powietrza jak również w celu polepszenia recyklingu i zarządzania odpadami.
Cardio3 BioSciences (Belgia) stosuje komórki macierzyste w rozwoju ochronnej terapii chorób układu krążenia koncentrując się na redukcji blizn i regeneracji uszkodzonej tkanki mięśniowej serca.
to-BBB (Holandia) stosuje PEG-ylowane liposomy jako wektory mogące pomieścić hydrofilowe i lipofilowe związki transportowane poprzez barierę mózg-krew mające zastosowanie w terapii guzów mózgu, chorobie Alzheimera czy stwardnieniu rozsianym.

Rekordowe wydatki na badania i rozwój w Austrii

Austria wyda w 2012 roku 8,61 mld euro na badania i rozwój (B+R). To o 4,2% więcej niż w roku ubiegłym – szacuje rządowy główny urząd statystyczny Austrii.

Suma nakładów na B+R w 2012 roku wyniesie zatem 2,8% Produktu Krajowego Brutto (PKB) czyli więcej niż średnia UE 2,0% (wg danych z 2010 r.), jednak mniej niż wydają na ten cel kraje skandynawskie: Szwecja, Finlandia i Dania (odpowiednio 3,42%; 3,87%; 3,06% ich PKB). Dla porównania, Polska wydała w 2010 r. 0,74% PKB (dane Eurostatu).

Wydatki publiczne na B+R wyniosą 3,38 mld euro (7,5% więcej niż przed rokiem), co stanowić będzie 45% całkowitych wydatków. Austriackie firmy dołożą do tego 3,84 mld euro (2,2% więcej niż w 2011 roku). Szczególnie hojne są spółki-córki międzynarodowych koncernów, które prowadzą badania w Austrii. Dadzą one na ten cel 1,34 mld euro (czyli 15,6% całkowitych wydatków na B+R).

To co jest ważne, aby firmy inwestowały pieniądze w badania i rozwój, to różnego rodzaju zachęty. Jedną z nich jest „premia badawcza” – firmy mogą dodatkowo otrzymać w gotówce 10% swoich wydatków na B+R.

Według tamtejszej agencji wspierania przedsiębiorczości ABA (Betriebsansiedlungsagentur ABA-Invest), sektor biotechnologii i life science należy do przyszłościowych gałęzi gospodarki. Dla przykładu, w 2009 roku w biotechnologię zainwestowano 312 mln euro, a w biofarmację 193 mln euro.

Niemcy są jednym z najważniejszych państw, z których następuje ekspansja na rynek austriacki firm prowadzących prace badawcze. ABA pośredniczyła w uruchomieniu 70 spółek niemieckich Łącznie były to 183 firmy aktywne w B+R wsparte w 2011 roku sumą 296,2 mln euro z pieniędzy rządowych.